Relacje z Kursu Duchowego Uzdrawiania
“Czwarty Wymiar”  nr  7/2001  Relacje Ewy May z Kursu Duchowego Uzdrawiania I – IV Antoniego Przechrzty.




Albowiem na tych słowach,
iż Wszystko przez Ducha i dla Ducha stworzone jest,
A nic dla cielesnego celu nie istnieje,
Stanie ugruntowana przyszła wiedza święta narodu mojego.

                                        Juliusz Słowacki – „Genezis z Ducha”

Duchowe Uzdrawianie

Relacje Ewy May
z Kursu Duchowego Uzdrawiania I-IV Antoniego Przechrzty.

Artykuł ukazał się w Czwartym Wymiarze nr 7/2001

Proces duchowego uzdrawiania jest absolutnie całościowy, nieinwazyjny, a w intencjach zgodny z tym, co najlepsze dla pacjenta i jego drogi rozwoju. Najważniejsze jest, by uzdrowiciel umiał się dostroić do niezwykle subtelnych, wysoko wibrujących energii pochodzących z samego Źródła Światła i Miłości oraz dostroił do nich pacjenta.

Proces Duchowego Uzdrawiania dzieje się przez praktykowanie właściwej medytacji przed sesją i w jej trakcie, oddychanie oraz utrzymywanie swoich emocji, myślenia, etyki, systemu wartości i zdrowia na poziomie zbliżonym do tych wibracji. Dlatego nie każdy sięga po te metodę. Wymaga ono od uzdrowiciela, jeśli chce się stać prawdziwie duchowym uzdrowicielem duchowego stylu życia. Dotyczy to zarówno tego, co się je i pije, jak i tego, co się myśli, mówi i jak postępuje. Im wyżej wibrująca osobowość, tym lepsze efekty duchowego uzdrawiania.

Nie przykłada się tu rąk w ściśle określony sposób. Główny przekaz następuje w dużej odległości od pacjenta, tak by energie duchową sprowadzić jak najbardziej przestrzennie i wypełnić nią całe pole uzdrawianego. Ważna jest intencja przekazu. Nie ma w niej ukierunkowania na choroby czy problemy, jest natomiast prośba o uzdrowienie wszystkiego, co ma zostać uzdrowione w najlepszy dla pacjenta sposób. Tą drogą podnosi się wibracje całej istoty (wszystkich ciał i przestrzeni życia) zarówno uzdrawianego, jak i uzdrowiciela.

Duchowe uzdrawianie to sztuka wymagająca wielu talentów, w tym również interpersonalnych. Istotne jest właściwe podejście do pacjenta, wiedza psychologiczna i medyczna, umiejętność widzenia aury, poprowadzenia odpowiedniej relaksacji z uzdrawiającą wizualizacją a nawet jasnowidzenie. W programie szkolenia jest także nauka udzielania pierwszej pomocy w nagłych wypadkach.

Na tym niecodziennym kursie poznałam wiele osób z bogatą praktyką terapeutyczną i uzdrowicielską. Doświadczyły one dużej skuteczności duchowego uzdrawiania, przechodząc kolejno przez cztery stopnie wtajemniczenia. Niektórzy zastanawiali się, czy ich pacjentom na pewno spodoba się ten sposób. Czy może lepiej działać tradycyjnie? Wiedzieli, że wielu pacjentów chce od razu coś mocno poczuć, np. wyleczoną nerkę, i nie zastanawiać się nad przyczyną choroby czy jakością swego życia. No i cóż wtedy zrobić, aby pacjent zaufał, że subtelna energia duchowa ze Źródła Miłości i Światła uzdrawiania wszystko, nerkę też. Że zarówno pacjent, jak i uzdrowiciel nie muszą za dużo wiedzieć, co jest tu uzdrawiane, bo ta energia wie najlepiej, trzeba tylko pozwolić jej działać. W tym procesie uzdrawiana jest przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, nie tylko chora wątroba czy jajnik – to naprawdę dużo i aż trudno uwierzyć.

Takie rozmowy toczyły się pomiędzy nami w przerwach na herbatę i podczas spacerów nad jeziorem. Czułam gdzieś na głębszych poziomach, wręcz nie do wiary, że to ma sens.

Nie musiałam długo czekać, by to potwierdzić. Zaraz po kursie pojawił się u mnie człowiek, który narzekał na chwiejność nastrojów, brak woli i motywacji. Ale nie wspomniał, że od wielu godzin ma straszną zgagę. Zgodnie z tym, czego się nauczyłam na kursie, starałam się nie wnikać w szczegóły jego stanu podczas przekazywania energii. Po sesji duchowego uzdrawiania pacjent oznajmił z ulgą, że ból i pieczenie z jakimi przyszedł, całkowicie ustąpiły. Ponadto poczuł się rewelacyjnie zregenerowany i spokojny. I choć nie działałam dla na jego fizyczną dolegliwość, pracując z energiami w dużej odległości od jego ciała- i tak uzyskał to, czego oczekiwał i jeszcze więcej. Koncentrowałam się na uzdrowieniu, w najlepszy dla niego sposób, wszystkich przestrzeni jego życia. Wiem też, że już po pierwszej sesji odzyskał spokój ducha, odnalazł swój cel i z zapałem zaczął go urzeczywistniać.

Praktykując tą metodę, zaobserwowałam, iż pacjenci odzyskują witalność, motywację i chęć do życia. Odkrywają dla siebie nowe drogi i mają dość energii, by je od razu realizować.

Zanim poznałam system duchowego uzdrawiania, stosowałam w swojej praktyce i podczas prowadzonych przeze mnie warsztatów zasadę, że człowiek musi świadomie rozpoznać, w czym jest problem, rozpracować go na różnych poziomach, a następnie (również świadomie) zastąpić czymś pozytywnym, posługując się siłą własnego umysłu. Bo na tym też polega rozwój, a zatem i uzdrowienie. Przeszłam okres fascynacji technikami NLP i ich niezwykłą skutecznością. Ale moja intuicja podpowiadał mi już wtedy, że to nie wystarczy, by pomóc człowiekowi na tyle skutecznie, by nie powracał ciągle na sesje i terapie jak bumerang.

Natomiast w procesie duchowego uzdrawiania jest coś , co można nazwać mistycznym uzdrowieniem za pomocą najwyższej woli. Poddanie się tej woli sprawia, że ani uzdrowiciel, ani uzdrawiany nie musi się projektować i wysilać swoich mocy. Dzieje się to bez ingerencji w prawo przyczyny i skutku, a karma i tak jest uzdrawiana.

Myślę, że w nowym Millenium, w jakie weszliśmy, pomimo szaleństw różnych technologii (w tym również technologii umysłu), duchowość i tak ma największe znaczenie. Bo tam jest nasze Źródło-opieka i prowadzenie, mądrość, miłość i pokój. Bez tego człowiek jest zdany tylko na siebie i na wolną wolę jaką został obdarzony. To jest wspaniałe, ale… zbyt często rodzi lęk , zagubienie i frustrację. I dopiero łączność ze Źródłem uzdrawia nasze życie, daje upragnione poczucie bezpieczeństwa, pomaga się spełnić w sposób zgodny ze ścieżką przeznaczenia. W nawiązaniu i utrzymywaniu tej łączności bardzo pomagają kursy Duchowego Uzdrawiania i ciągłe praktykowanie.

Tworząc program swoich warsztatów, zanim jeszcze zetknęłam się z duchowym uzdrawianiem, ustawiłam jakby kolejne stopnie przygotowujące do łączności ze Źródłem Wewnętrznego Światła, przypominając trochę „schody do nieba”. Najpierw praca z ciałem i jego problemami, czyli „Jak sobie radzić ze stresem, potem umysł i jego przekonania, poznawanie mocy swoich myśli, czyli „Spotkanie z własną mocą”. A potem, gdy jesteśmy mocno ugruntowani w świecie, w którym żyjemy, wchodzimy w przestrzenie niematerialne i świadomie otwieramy się na „Łączność z duchowym przewodnictwem”.

Kursy Duchowego Uzdrawiania prowadzi jedyny licencjonowany nauczyciel NFSH (Narodowa Federacja Duchowych Uzdrowicieli) Wielkiej Brytanii do nauki w Polsce, Antoni Przechrzta, artysta, który sztukę rzeźbienia zamienił wiele lat temu na sztukę uzdrawiania.

Korzystając z okazji poprosiłam Antoniego Przechrztę o rozmowę.

Ewa May: Czym jest duchowe uzdrawianie? Czym różni się duchowe uzdrawianie od energoterapii?

Antoni Przechrzta: Energoterapia jest bardziej związana z oddziaływaniem pola własnej bioenergii na bioenergię drugiego człowieka, natomiast w duchowym uzdrawianiu uzdrawia się go jako całość. Również Można to potraktować jako całościową terapię. Jest to taki proces, który polega na dostrojeniu się człowieka do jego boskiej natury, do energii ducha. Okazuje się, że człowiek odnajduje sens i radość życia , może się wyleczyć z różnych chorób, które mają podłoże duchowe. Dzieje się to dzięki przekazowi energii z jednej strony, a z drugiej odpowiednio prowadzonej medytacji, której intencja dociera do samego wnętrza. Ważna jest przeszłość, teraźniejszość i przyszłość pacjenta. Docieramy do Źródła. Tam łączymy się z intuicją i podświadomością. Wtedy odkrywamy, co jest naszym właściwym celem działania i po co przyszliśmy na ten świat. Różne techniki, w tym metoda Silvy i NLP, pracują nad osiągnięciem mistrzostwa i założonego celu.. Niemniej jednak ten cel musi być zgodny z duchowym celem człowieka, z jego ścieżką przeznaczenia, np. możemy osiągnąć cel, sukces i nagle okazuje się, że to nie daje nam satysfakcji, choć zadanie zostało wykonane. To samo dzieje się w psychoterapii, jeśli jest to psychoterapia umysłu. Pacjent może na chwilę rozwiązać swój problem, ale ten problem w takiej czy innej formie wróci, ponieważ sytuacja jest bardziej złożona. Pewien doktor psychiatrii i psychoterapii dziwił się, że prowadził pacjenta przez 10 lat, a poprzez zastosowany proces duchowego uzdrawiania pacjent bardzo szybko wyzdrowiał. Jako lekarzowi i naukowcowi nie mieściło się to w głowie. ‘Osoba od 20 lat cierpiąca na schizofrenię’, mówi Antoni, ‘po 6 sesjach została uzdrowiona. Rozwiązały się też pewne jej problemy rodzinne i poprawiły się relacje z bliskimi’.

-EM: Wygląda to na kolejną cudowną technikę uzdrawiania.

-AP: Wielu ludziom duchowe uzdrawianie może się tak kojarzyć. To nie chodzi o przekaz energii jako taki. Wchodzimy w głębsze obszary zarówno uzdrowiciela, jak i uzdrawianego. Duchowy uzdrowiciel coraz bardziej wypełnia się miłością, duchowym światłem i boskością. Coraz bardziej oczyszcza swoje energię i swoje życie, a przez bycie z drugim człowiekiem i synchronizowanie z nim energii, którą emanuje, ten drugi człowiek staje się taki sam.

– Czy można zatem powiedzieć, że uzdrawianie duchowe jest metodą holistyczną i że w przyszłości może stać się metodą wiodącą, bo uzdrawia wszystkie poziomy egzystencji człowieka?

– To jest prawdopodobne. Wszystko zmierza ku uproszczeniu, staramy się sięgać do Źródła. Podnosi się poziom rozumienia i wibracji świadomości pojedynczego człowieka. Dzięki tej metodzie odnajdujemy kontakt z duchowym przewodnictwem, nabieramy zaufania do życia, czujemy się kochani, potrafimy się odnaleźć wśród innych ludzi, zaczyna nam być po prostu dobrze na tym świecie.

– Czy jest w tym jakiś ukryty sens?

– Duchowe uzdrawianie znane jest od tysięcy lat i w tym tez jest pewne przesłanie. Świadomi ludzie oczekują dzisiaj nie tylko uzdrowienia formy (ciała), ale interesuje ich jakość życia. A to znaczy, że nie wystarcza posiadanie określonych rzeczy czy pieniędzy, że ważna jest też jakość wewnętrznych przeżyć i relacji z ludźmi.

– Czy taki proces uruchamia spontanicznie pewne predyspozycje?

– To się często zdarza, np. widzenie aury czy jasnowidzenie.

– Czy na ten kurs może się zapisać każdy, nawet jeśli pierwszy raz styka się z uzdrawianiem?

– Na kurs trafiają najczęściej osoby, które od wielu lat profesjonalnie uzdrawiają, posługując się różnymi technikami. Zdarzają się też i tacy, którzy nigdy nie mieli styczności z taką pracą. Okazuje się, że też potrafią się odnaleźć. Kurs ma znaczenie dla nich samych, ponieważ prócz uzdrawiania, pokazujemy, jak sobie poradzić z własnym życiem z pomocą energii duchowych i pracy z aniołami opiekuńczymi, a co najważniejsze, jak podejmować wyzwania, pozbywać się lęku i oczyszczać własne emocje. W medytacji i łączności z poziomami duchowymi załatwiamy sobie takie sprawy, które na co dzień są nie do rozwiązania. Pozbywamy się rzeczy, które nam nie służą, i przybliżamy do siebie takie, które nam służą. Oczyszczamy kody z dzieciństwa.

– Czy osoba, która po raz pierwszy spotkała się z tą wiedzą, po skończeniu 4-stopniowego kursu jest przygotowana, żeby uzdrawiać?

– Odpowiedź brzmi-tak. Jest przygotowana aby mogła spożytkować to, czego się nauczyła, dla siebie i przekazywać to dalej. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy jest w stanie stać się doskonałym duchowym terapeutą po kilku czy kilkunastu sesjach uzdrowienia, ale ma możliwość wyrobienia sobie takiego podejścia do życia w miłości, które może drugiego człowieka przybliżyć do uzdrowienia. Doświadczeni uzdrowiciele są zaskoczeni, jak zmienia to ich podejście do pacjenta, jakość ich życia, a także ich rodzin i bliskich.

– Na ile w tym procesie ważna jest higiena psychiczna, emocjonalna i fizyczna uzdrowiciela?

– Na wszystkich kursach bardzo dużo pracujemy nad formami higieny, szczególnie psychicznej. Jeżeli mamy w miarę poukładane życie, rodzinę, dobre związki z ludźmi i czujemy się szczęśliwi, to możemy swobodnie poprzez siebie i swoje pole energetyczne przekazać energię uzdrowienia, natomiast dysharmonia, konflikt, brak akceptacji, złość i lęk zakłócają przepływ tej energii, płynie ona z niższych poziomów. W takich sytuacjach tracimy energię, a ponadto możemy przekazać swoje kłopoty osobie uzdrawianej. Żeby uzdrawiać, trzeba jak najszybciej poradzić sobie z własnymi problemami, medytować, dostrajać się do duchowej energii.

– Jak chronić siebie i pacjenta przed niekorzystnymi wpływami?

– Służy temu specjalna medytacja dostrajająca na początku i na końcu procesu. Uczymy się jej na kursie. Czakry i wszystkie poziomy energii oczyszczają się dlatego, że nastąpił kontakt z wnętrzem, ze Źródłem Uzdrowienia.

– Można więc powiedzieć, że kurs służy bardziej poprawieniu jakości życia uzdrowiciela?

– Kurs uzdrawia, wnosi na wyższe poziomy wibracji też samego uzdrowiciela, by nauczyć go, jak skutecznie uzdrawiać. Dzięki temu może on lepiej służyć ludziom. Zmienia się treść i jakość jego życia, innego wymiaru nabierają pewne wartości, takie jak np. czynienie dobra czy nieingerencja. Poprzez to zaczyna on oddziaływać również na środowisko, w jakim żyje. Na kursie wspomagamy ludzi w podjęciu nowej drogi. Nie uczymy się, jak wpływać na innych ludzi, jak się nie dać wykorzystać, czy jak osiągnąć sukces. Ale jak w pełni zrealizować siebie i mieć bardziej harmonijne związki z otoczeniem. Sukces jest tego rezultatem.

– Jak zostałeś duchowym uzdrowicielem?

– Zawsze pociągało mnie mistyczne postrzeganie świata. Wierzyłem, że życie nie polega tylko na oscylacji pomiędzy dobrem i złem, ale na doświadczeniu mistycznym, w którym Bóg może się zmaterializować w życiu człowieka w postaci widzialnej. Próbowałem nawiązać kontakt z tym zjawiskiem przez medytację, jogę, ćwiczenia rozwoju duchowego, różne religie. Związałem się z Federacją Duchowych Uzdrowicieli w Wielkiej Brytanii. Do pójścia tą drogą skłoniły mnie także dramatyczne doświadczenia życiowe.

– Jak długo zajmujesz się uzdrawianiem?

– Od 16 lat jestem członkiem Brytyjskiej Federacji Uzdrowicieli Duchowych, a od 5 lat jestem nauczycielem Federacji.

– Czy ta praca zmieniła Twoje życie?

– Wcześniej zajmowałem się sztuką nowoczesną, studiowałem rzeźbę. Wyjechałem do Londynu. Tworzyłem w okresie, w którym sztuka wyrażająca szeroko pojętą miłość, duchowość czy troskę o człowieka nie była popularna w świecie zachodnim. Pisałem też manifesty o tym, że sztuka ma uzdrawiać człowieka i planetę. W tamtych czasach ludzi to nie obchodziło. Pomyślałem, że zamiast walczyć z tym światem, który mi się nie podoba, lepiej poszukać ludzi, którzy myślą podobnie jak ja. Teraz jest tak, że zajmuję się wyłącznie duchowym uzdrawianiem oraz kursami rozwoju i nie mam dużo czasu na sztukę , chociaż dalej ją kocham.

Kurs Duchowego Uzdrawiania u Antoniego Przechrzty odmienił również moje życie. Zmienił mój stosunek do rzeczywistości, inaczej uzdrawiam. Czerpię inspirację i wiedzę z tego samego Źródła, z którym łączę się w procesie uzdrawiania. I wiem, że ten „incydent” zaistniał w moim życiu, bym mogła lepiej pomagać ludziom. Bym mogła współuczestniczyć w procesie transformacji naszej planety poprzez spływu Duchowego Światła w ten pragmatyczny, zagmatwany świat.

Ewa May 2001