Psychiatria i Sztuka “Portret/Autoportret- identyfikacja i tożsamość” – relacja z konferencji 20-21. 09 2013 Antoni Przechrzta





W dniach 20-21 września 2013 r. miałem zaszczyt brać udział w Międzynarodowej Konferencji Szkoleniowo-Naukowej z cyklu “Psychiatria i Sztuka” na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Tematem tegorocznej konferencji był: “Portret/Autoportret- identyfikacja i tożsamość”. Konferencję zorganizowali prof. dr Andrzej Kowal oraz prof. dr hab. Grażyna Borowik ze stowarzyszenia Psychiatriai i Sztuka.

Temat mojego wystąpienia to: “Rysunek Siebie jako narzędzie analityczne i terapeutyczne w Instytucie Realizacji Siebie (a także jako droga do Duszy, odkrywania Siebie i twórczego wyrażania Siebie”. Mówiłem o całym procesie robienia rysunków na naszych zajęciach, pokazując niektóre z nich (bez nazwisk oczywiście) a także miałem okazję zaprezentować moje prace artystyczne.

Moją uwagę zwróciło między innymi bardzo ciekawe wystąpienie profesora Andrzeja Kowala, który mówił o EBM (Evidence Based Medicine – Medycyna Oparta o Dowody) i NBM (Narrative Based Medicine – Medycyna Oparta o Narrację) w odniesieniu do psychiatrii i arteterapii.  Znajomość tych pojęć jest istotna również w odniesieniu do medycyny komplementarnej włączając kompleksowy proces duchowego  uzdrawiania. Nie można pominąć ludzkiego aspektu i jego wpływu na zdrowienie pacjenta zawartego w NBM, chociaż może trudniejszego ale do przeliczenia w jednostkach pokazujących dobrostan czy zdrowie.

Podczas Konferencji zostały zaprezentowane  prace artystyczne osób, które albo przebywały w zamkniętych ośrodkach psychiatrycznych, albo przychodziły do klubów plastycznych, gdzie mogli się wyrażać poprzez swoje prace artystyczne

Odkrywczym dla mnie było zobaczenie prac osób, które mając trudną sytuację życiową (np.  nagła śmierć bliskiej osoby czy rozstanie)  uciekły w samotność i do wewnątrz, co powodowało  nawiązywanie kontaktu ze światem istot duchowych, włączając w to też kontakt z osobami, które odeszły.  Ten stan rzeczy był powodem uznania ich za chorych psychicznie. Konsekwencją było więc poddanie pacjentów długoterminowej farmakoterapii, z której praktycznie już nie wychodzili.

Jeżeli słyszeli głosy, czy jakiś głos wewnętrzny i o nim powiedzieli, to już byli przegrani.  Co by tu powiedzieć o praktykujących telepatię, rozwój intuicji czy jasnowidzenie? Z pewnością od razu byśmy byli zakwalifikowani pod leczenie do czasu, kiedy byśmy już nie słyszeli głosu wewnętrznego.

To właśnie zagadnienie było przeze mnie zaadresowane w końcowej dyskusji. Robert Monroe – światowej sławy eksperymentator doświadczeń OOBE już dziesiątki lat temu wyraził pogląd, że gdybyśmy uwzględnili to, co się dzieje w świecie poza ciałem fizycznym, w świecie aury, czy egzystencji i interakcji duchowej to  rozumielibyśmy o wiele lepiej choroby, a szczególnie choroby psychiczne i o wiele bardziej skutecznie moglibyśmy je leczyć.

Skrótowo mówiąc: wiele z osób uznanych za chore psychicznie w obrazach przez nich malowanych i w opisie objawów klinicznych – wg naszej interpretacji z perspektywy duchowego uzdrawiania – wyjawiały mocny kontakt z osobami zmarłymi, a co niektóre nawet z postaciami demonicznymi jak to opisane w publikacji Eugena Maureya “Egzorcyzmy – jak uwolnić od ducha osobę opętaną”.

Pomimo, że zaburzenie transowe i opętaniowe  od 1994 uznawane jest za chorobę (International Classification of Diseases and Related Health ProblemsICD-10, F44.3), niestety większość psychiatrów nie bierze pod uwagę takiej możliwości i z natury jej wynikające sposoby pomocy pacjentowi. A szkoda, bo gdyby tak najpierw osoba z objawami choroby psychicznej  spotkała się z terapeutą czy diagnostykiem, który odpowiednio profesjonalnie przygotowany mógłby ocenić, czy istnieją objawy częściowego bądź bardziej całościowego opętania pacjenta, i gdyby taki terapeuta (niekoniecznie duchowny)  przeprowadził pacjenta przez proces oczyszczania i uwalniania  (w wielu przypadkach byłyby to mocne więzi emocjonalne ze zmarłymi bliskimi a nie opętanie przez złego ducha) – to proces spowodowałby, że leczenie psychiatryczne nie byłoby potrzebne.

Pomocnym byłoby stworzenie systemu wsparcia tak, aby ci, których spotkała trudna sytuacja życiowa mogli się odnaleźć i z nią sobie poradzić. Być może wyludniło by to szpitale psychiatryczne, ale także poziom zdrowia społeczeństwa by się poprawił. Widzę ogromną rolę dla duchowego uzdrawiania w obszarze tego, co zostało nazwane “chorobami psychiatrycznymi”.

W Polsce obecnie gdyby ktoś chciał skorzystać z kościelnego egzorcysty, to najpierw musiałby iść do psychiatry w celu postawienia  diagnozy, która miałaby wykluczyć istnienie choroby psychicznej. Szczerze mówiąc nie wiem  ilu psychiatrów rozumie zjawiska opętania w nie dogmatycznym tego słowa znaczeniu. A przecież oprócz opętania istnieje tyle różnych istotnych interakcji ze światem duchowym i zmarłych i żywych, które trzeba by uczciwie wziąć pod uwagę, aby pomóc pacjentowi powrócić do zdrowia i dobrego funkcjonowania.

Dychotomia polega na tym, że większość lekarzy w Polsce deklaruje się jako osoby wierzące, natomiast bardzo wielu z nich odnosi się arogancko i sceptycznie do zawartości Biblii czy nauk Jezusa tak o możliwościach duchowego uzdrawiania jak i o zagadnieniach opętania. Wielu też z nich nie dopuszcza też psychosomatycznych powodów choroby wyznając EBM ( Evidence Based Medicine – Medycyna oparta na faktach) jako jedyną słuszną drogę leczenia pacjenta.  Od paru lat w literaturze medycznej  ironicznie i protestacyjnie pojawia się nowe pojęcie, które ma konkurować z EBM to znaczy MBM (Marketing Based Medicine – medycyna oparta o market) a podkreślający bardziej realny stan współczesnej medycyny.

Gdyby tak wspomnieć jeszcze, że dla przemysłu farmaceutycznego nie jest obojętne ile leków się sprzedaje i że zatrudniana jest ogromna rzesza ludzi, która ma spowodować zwiększanie sprzedaży leków, to pod znakiem zapytania leży kwestia, czy pacjenci psychiatryczni mogą wyzdrowieć albo czy muszą brać przez lata leki i z jakim efektem.

Do wielu uzdrowicieli przychodzą pacjenci po latach bezskutecznej terapii psychiatrycznej. U tych pacjentów  można zaobserwowana spustoszenie w obszarze duchowym i brak  możliwości nawiązania kontaktu ze sobą, odczuwania swojej sytuacji.  A gdyby tak przyszli do nas na początku choroby, nim wieloletnia ingerencja farmakologiczna miała miejsce, to nasze możliwości przyjaznej pacjentowi pomocy byłyby o wiele większe.

Opisana tutaj przeze mnie sytuacja, która na konferencji stała się dla mnie bardzo czytelna, pokazuje, że stosunkowo przy małych kosztach można by poprawić jakość i efekty terapii wielu pacjentów uznanych za „psychiatrycznych” czy często nieuleczalnych, gdyby sformułować nowy model leczenia, w którym sfera duchowa byłaby uwzględniona w procesie, jako baza. Jesteśmy do dyspozycji.

Następna Konferencja z cyklu „Psychaitria i Sztuka” już za rok i ma być poświęcona głosom, które słyszą pacjenci psychiatryczni a jej temat oficjalny to:  „Opisywanie świata twórcy Art Brut”. Więc do zobaczenia.

Antoni Przechrzta.