12.04.2010 Smoleńsk. I stało się. Głęboki żal i smutek ogarnia wielu z nas. Rozrzewnia on nasze serca.

I co dalej? Albo poddamy się temu smutkowi, które nas załamie i unieruchomi, albo zmiękczenie serca 

użyjemy do rozwoju, budowania więci duchowych, poczucia odpowiedzialności, jedności i troski.

Teraz już wiem, dlaczego w marcu nie wychodziło nam jeszcze klarownie z wglądu jasnowidzenia, kto będzie prezydentem Polski. Informacja była, że jeszcze coś się wydarzy, że jeszcze jacyś kandydaci się pojawią, pomimo, że lista została zamknięta. Można by przypuszczać, że taka wizja nie miała uzasadnienia w rzeczywistości. Z tej wizji by wynikało, że prawdopodobieństwo katastrofy było gdzieś w powietrzu, jednak nie było pewne, że się ona wydarzy. Znaczyłoby to, że przyszłość nie jest do końca określona i istnieje obszar, w którym można coś zrobić, jak w tym przypadku, aby uchronić się od działań destruktywnej energii. Wyszło nam, że gdyby startował Lech Kaczyński, to zostałby prezydentem, ale jakieś przeszkody w odczycie nie dawały jednorodności myśli.

Czy np. Rząd Polski nie powinien mieć grupy uzdrowicieli, która codziennie wysyłała by pozytywną energię do osób, które kreują, zarządzają i odpowiadają za pomyślność i bezpieczeństwo nas wszystkich? Skoro od nich tak dużo zależy, to w świecie energetyki bardzo małym kosztem można by stworzyć system wsparcia. Poprawiłby on i ich samopoczucie, klarowność, i wsparłby ich w realizacji misji: tego, co najlepsze dla Polski.

Dzisiaj też wiemy, co oznaczała wizja tydzień temu na kursie podróży astralnych - samolotu, który eksplodował gdzieś nad lasem. To tak jak w wizji - The World Trade Centre tak i w tym przypadku nie poświęciliśmy tej wizji dużo uwagi, nie biorąc jej aż tak poważnie, nie chcąc jej rozwijać, a może byśmy coś zaradzili i w jednym i w drugim przypadku?

Obecna sytuacja z Katyniem i Smoleńskiem potwierdza jedno z praw psychiki: podobne przyciąga podobne. Jak więc domagać się sprawiedliwości i pamięci o tych, którzy tragicznie i brutalnie zostali zamordowani nie prowokując jej na nowo i nie sprowadzając jej na siebie?

Wg Briana Tracey'go : "zawsze będziesz przyciągał do swojego życia ludzi i okoliczności - czy pozytywne czy negatywne, które są zgodne z twoimi dominującymi myślami.Każdy skutek w życiu ma swoją przyczynę. Wszystko, co dzieje się ma swoją przyczynę. Niepowodzenie nie jest dziełem przypadku, podobnie jak sukces".

Wydaje mi się, że o sprawiedliwość można walczyć bezpiecznie dopiero wtedy, kiedy nie ma w nas ani cienia chęci rewanżuani cienia strachu .

Zginęły przede wszystkim osoby, które walczyły o sprawiedliwość. I nie było tutaj istotne w jakiej sprawie.

Czy oni zamordowani w czasie II wojny światowej już odeszli do światła? Czy zaakceptowali swoją śmierć czy raczej dalej gdzieś tam w lasach Katyńskich zostali nie pogodzeni z niesprawiedliwością?

A Jezus powiedział "zostawcie umarłym grzebanie umarłych"(Ew. wg św. Łukasza). Wyciągnąć wnioski i pójść dalej, z szacunkiem do historii i osób zasłużonych. Życie przecież nie kończy się na śmierci.

I również: wszyscy bowiem, którzy miecza dobywają, od miecza giną (św. Mateusza, 26, 52). Trudni się z tym zgodzić, ale trudno też nie dostrzec tej zasady, która bardzo czytelnie manifestuje w życiu jednostki i narodów.

Ironicznie wręcz w tej sytuacji brzmią słowa francuskiej filozof i mistyczki Simone Weil : "Kto mieczem wojuje ten od miecza ginie. Kto miecz odkłada – umiera na krzyżu"

A czy inni planowali nas zniszczyć, zastosować podstęp, chcieli nas zgładzić? Tego nie można wykluczyć, ale czy się komuś uda czy nie będzie to zależeć od naszych myśli i przekonań. Wszędzie: i w życiu jednostki i narodów, mas zwycięża dominująca emocja i dominująca myśl. Ona też przyciąga podobne.

Z pewnością ja nie mam prawa do poruszania takich kwestii, do proponowania wniosków, ale takie właśnie myśli przychodzą mi do głowy. Czuję nieuchronność zasad wg których funkcjonuje życie, bez względu na to, czy mi się to podoba czy nie.

Zamiast rozpaczać proponuję wysyłać światło i miłość dla osób, które zginęły, aby mogły się odnaleźć po drugiej stronie w pokoju, aby mogły iść dalej. Potrzebujemy wysyłać światło i radość do osób z nimi związanych, które pozostały na płaszczyźnie ziemskiej, aby pomóc im uzdrowić brutalnie zerwane więzy emocjonalne i odnaleźć się w nowej sytuacji. To zerwanie więzów promieniuje na nas wszystkich.

Na kursie Manifestacji Cudów spotkaliśmy się chwilę po ogłoszeniu informacji o katastrofie. Wszystko było jeszcze bardzo miękkie, staraliśmy się wysyłać pozytywna energie do ofiar tragedii. Odczuwaliśmy, że ona wspaniale dociera i pomaga. Dopiero na drugi dzień była odczuwalna fala smutku i zrozpaczenia, a mogła być odczuwalna fala uzdrawiającej duchowości i miłości. To my możemy być liderami w nakierowaniu sytuacji na światło i duchowość.

Otrzymaliśmy też wiele informacji co do powodów perspektywicznych i doraźnych tej tragedii.

Niech to, co się stało, przyczyni się do realizacji Boskiej Woli, czyli tego, co dla wszystkich najlepsze.

Antoni